Wakacyjne zmiany

Cześć!
Dzisiaj będzie krótko, taki gównowpis.

Od pewnego czasu planowałem wziąć się za siebie, bo tak. Inspiracji szukałem wśród znajomych (tych zmyślonych oczywiście), w internecie oraz czasopismach dla kobiet (pełno się tego wala w domu). Znalazłem gdzieś informację, że przy spaniu ok 6h i codziennej aktywności fizycznej zwykłe pospolite zmęczenie odchodzi w niepamięć. I tak postanowiłem zrobić (z małymi modyfikacjami). Była niedziela wieczór więc eksperyment jak najbardziej w poniedziałek mógł się rozpocząć. Zgodnie z informacją nastawiłem budzik na 8 (nie będę przecież od razu na głęboką wodę się rzucał [technika małych kroków]), położyłem się ok 24 i sen. Zgodnie z planem budzik zbudził mnie o 8. Patrzę: “8 rano“, wyłączyłem budzik i… “aaa mam to gdzieś“, na drugi bok i w kimę. 😀

Tak właśnie te zmiany się zaczęły, czyli z przy(d/t)upem. Kilka tygodni później w końcu udało mi się wstać jak planowałem, czyli o 8 rano. Poranna gimnastyka, czas się przejść, idę zobaczyć ile stopni i jak wygląda aura. Patrzę: 18­­ C – moja ulubiena temperatura ale… Ulewny deszcz. Trudno, zacznę więc kiedy indziej 😀

Pozdrawiam!

Advertisements

Mój rutynowy dzień

Cześć!
Dzisiej podzielę się z Wami moim zwyczajnym dniem. W okresie wakacji nie mam za dużo zajęć więc w codzienność wkrada mi się rutyna, ale szczerze
mó… pisząc lubię, gdy coś jest powtarzalne.

Budzę się rano ok 9 i od razu sięgam po telefon. Trza zobaczyć powiadomienia i odpalić Castle Clickera, żeby odebrać kopalnie i wysłać statki ponownie. Wstaję ok 9:30 i pierwsze co to do WC na… jedynkę. Jem śniadanie, piję kawę rozpuszczalną lub herbatę z mlekiem (tak lubię) i kładę się na wersalkę zaopatrzony w słuchawki i telefon. Albo oglądam filmiki na YouTube albo odpalam jakiś film bądź dwa. Ok godziny 13 idę sprzątać do kuchni, bo tak wypada, i zabieram się za robienie obiadu. W tym dniu gotowałem akurat zupę pomidorową na niedzielnym rosole z niedzielnym makaronem (znaczy ugotowany w niedzielę ale wyszło za dużo) i mieliśmy robić sandwiche ale jakoś się nie złożyło. Po południu mniej więcej ok 16 siadam do komputera. Przeglądam internet, wchodzę na YouTube. Po 17 robię kawę i biorę jakiś słodycz odpalając jakieś anime. Po seansie pierwsze co to sprawdzam jaka misja jest obecnie w maratonie World of Tanks. Tak więc uruchamiam tę grę i robię co trza. Po niej przychodzi czas na Neverwinter Online, wykonuję dzienne zadania eventowe i kilka misji “endgame’owych“. Mniej więcej ok 20 czas na już ostatnią grę tegoż dnia. Jej nazwa: The Division, nie ma sensu podawać pełnego tytułu, gdyż to i tak wystarczy do rozpoznania. Mniej więcej ok 22 zwalniam stanowisko komputerowe i idę jeść kolację (oczywiście najpierw trza zrobić) i… tak, kładę się na wersalkę sięgając po telefon. Mniej więcej ok 23 idę do WC na… dwójeczkę i zwykle siedzę niecałą godzinę oglądając filmiki na YouTube czy czytając eBooka. Czas się umyć i ok 24:10 już w łóżeczku… Co robię następnie? Sięgam po telefon i uruchamiam Castle Clickera aby odebrać kopalnie, pobudować i wysłać statki na rano.

Taki ten mój dzień nudny i rutynowy. Zastanawiacie się czy z moim wzrokiem wszystko ok? Otóż piszę ten tekst na czcionce 8, oddalony od monitora
jakiś metr i nie mam żadnych problemów 🙂

Pozdrawiam!

Narzekanie na materiały sponsorowane

Cześć!
Dzisiaj poruszę temat materiałów sponsorowanych. Wszystkie informacje będą z mej pamięci więc nieznacznie mogą się różnić od źródłowych.

Ja jako gracz i szperacz internetowy szczególnie upodobałem sobie oglądanie filmików różnej treści w serwisie YouTube. Odwiedzam kanały od ciekawostkowych, historycznych aż po “zagrajmerskie“. Jakiś czas temu oglądałem filmik na kanale Wojtka Drewniaka i niesamowicie mnie zaciekawił… Aż do momentu gdy pod koniec materiału dokończył myśl historyczną mniej więcej: “a jeśli założycie konto w banku XYZ to unikniecie takiej sytuacji”. W tamtym momencie moja opinia o CAŁYM materiale zmieniła się prawie o 180 stopni. Materiał wartościowy historycznie? Tak. Nie za długi? Nie, akuratny. Z humorystycznym akcentem? Oczywiście. Więc w czym widzę problem? Ano właśnie w takim chamskim wpleceniu w historię informacji o koncie bankowym. Gdyby zrobił to jako aneks w przerywniku bądź reklamie albo na samym końcu materiału nie niszcząc wartości estetycznej treści.
Inny materiał? Ok, był bodajże o wikingach albo Mieszku I (nie pamiętam) i pod koniec ładnie już zareklamował grę polskiego studia. Da się? Da się, bo gra i tak porusza wątki historyczne, w tym wikiński konflikt.
Jeszcze chciałbym ponarzekać na kanał Dla Pieniędzy. Nakręcili jeden materiał traktujący o kradzieżach na pesel. Potem następny i bodajże jeszcze jeden a w każdym z nich (chociaż nie jestem pewien czy w pierwszym też) był odnośnik do pewnej strony oferującej usługę sprawdzenia czy gdzieś w internetowej bazie danych nie ma naszego peselu. Rozumiem, że po pierwszych materiałach strona nie odnotowała wyraźnego wzrostu sprzedaży usługi więc należało zrobić następny, bardziej dosadny, materiał aby postraszyć jak to będzie źle jeśli pesel wycieknie i ktoś go użyje.
Pozdrawiam!

Piąte koło u wozu

Cześć!
Dzisiejsza historia jest zlepkiem kilku ze względu na mój minimalizm w każdej z nich 🙂 Dlaczegóż akurat taki tytuł? Ano jest bardziej zrozumiały niźli np pies w macierzy BCG, prawda?

Historia ta będzie o mnie a zacznę od czasów podstawówki. W tym okresie zawsze gdy była jakakolwiek praca w grupach na lekcjach ja siedziałem i się przyglądałem jak inni członkowie grupy pracują. Dlaczego im nie pomagałem? Nie jestem w stanie przywołać wiedzy ot tak (i tu pstryknięcie palcami) więc nic konstruktywnego nie mogłem powiedzieć, ale żeby nie być całkowicie bezużytecznym zawsze starałem się jak najdokładniej zapamiętać wszelkie pomysły (nawet te niezapisane) aby później zaoferować się, iż będę przedstawiał co tam “wymyśliliśmy”. Gdzieś własnie w tym czasie usłyszałem powiedzenie “piąte koło u wozu“, może nawet wcześniej ale nie pamiętałem o tym.
W czasie gimnazjum prac grupowych było trochę więcej lecz wtedy zakolegowałem się z osobą nadpobudliwą więc nie miałem za dużo pracy.
W szkole średniej tak się złożyło, iż pracowałem zazwyczaj w czteroosobowej grupie ale praktycznie tylko ja i taki “kolega“, za którym nie przepadałem, działaliśmy aby nasza grupa jak najrzadziej była najgorsza. Ja, z racji tego, że mam drobne pismo zajmowałem się rzucaniem banalnych lecz zazwyczaj trafnych haseł a kolega to przetwarzał na papier i jakoś to szło.
Na studiach już tak dobrze nie było. Większość była osobami z ambicjami i sporą wiedzą. Tak więc starałem się albo tworzyć jednoosobową armię i przelewać na papier wszystko co wiem lub usłyszałem w trakcie albo pomagać grupie rzucając naukowymi synonimami, “redagując” czyjeś myśli lub po prostu nie przeszkadzać i po wszystkim przedstawić wyniki.
Właśnie tutaj idealnie pasuje tytułowe powiedzenie, czyli niby jestem ale jakoś tak niezbyt pomagam i tak na prawdę mogłoby mnie nie być 🙂
Pozdrawiam!

Narzekanie na śniadanie

Cześć!
Ostatnio na jednym z blogów kulinarnych przeczytałem nagłówek “zdrowa pizza bez…”. Clickbait chwytliwy. Wchodzę i co widzę? Kalafior ugotowany z czymś tam i rozgnieciony a na to normalne składniki. No fajnie tylko, że gdzie ten przepis na pizzę? Jak wiadomo pizza to placek drożdżowy z sosem (niekoniecznie pomidorowym) i składnikami. Ludzie czy wyście poszaleli? Jest to co najwyżej produkt pizzopodobny lub oparty na strukturze pizzy ale nie sama pizza. Nazywacie mnie hejterem? To nie jest hejt tylko narzekanie na niewłaściwe nazewnictwo wyrobów kulinarnych. Czy nie przeszkadzałoby wam, żeby wyrób czekoladopodobny nazywać czekoladą a piwo alkoholem? Chociaż piwo to zły przykład, gdyż i tak zawiera alkohol. To tak jakby mówić, że w dzisiejszych czasach sprzęt częściej się psuje przez gorszej jakości surowce niż kiedyś. Ostatnio jeden z mych rodziców narzekał na odkurzacz, po rozebraniu go (odkurzacz, nie rodzica 😛) okazało się, że “szczotka” przestała dotykać (wygiętą na chama) blaszkę i przez to sprzęt ten nie mógł rozpocząć właściwej pracy. Po odgięciu blaszki i skręceniu urządzenia okazało się, że już wszystko w porządku. Szach mat producencie.

Ach ten chaos i skakanie po tematach. Ale jak powtarza jeden z “mniejszych” YouTube’erów “Chaos jest moim panem” – to jest żart. Trza dopisywać co jest żartem a co nie, gdyż w dzisiejszych realiach internetu bardzo często ludzie młodzi biorą wszystko dosłownie i na poważnie. Niestety rodzi to konflikt, nad którym później ciężko zapanować.

Na tym zakończę dzisiejsze narzekanie i mam nadzienie, że w przyszłości będzie tylko lepiej.
Pozdrawiam!

Skai rozpoczyna blogowanie

Cześć!
Jestem Skai i rozpoczynam swoją przygodę z blogowaniem. Ten nick niesamowicie często się w internecie przewija dlatego niewielu mnie skojarzy. Na jaki temat planuję pisać? Nie mam pojęcia 🙂
Miałem kilka pomysłów ale ani nie znam się na modzie ani za bardzo na najnowszych technologiach. Planowałem kiedyś rozpocząć z programowaniem i równocześnie publikować swoje postępy na blogu… Cóż, porzuciłem ten pomysł. A więc (nie zaczyna się zdania od “a więc”) będę tutaj zamieszczał jakieś swoje przemyślenia, starając się obrażać jak najmniej osób, narzekania na otaczający mnie świat i obecny stan rzeczy.
A teraz krótko o mnie. Jestem studentem w woj śląskim, poszedłem tak jak większość na zarządzanie i nie żałuję, gdyż mam więcej czasu na pracę i moje zainteresowania. Znaczy się miałbym więcej czasu ale nie pracuję i nie mam jakichś takich konkretnych zainteresowań 😀 Lubię gotować, jestem uzależniony od gier komputerowych i od kawy. Nie cierpię upałów i ludzi, którzy są nadmiernie gadatliwi… Może inaczej, nie lubię jak ktoś krąży wokół tematu przez 5 minut i dopiero dociera “do brzegu”.
Jak często planuję wrzucać wpisy? Pewnie pójdzie jak z kanałem na YT (był o grach – już się w to nie bawię) i na samym początku ok 2 wpisy na tydzień a potem raz na tydzień. Mamy wakacje, większość egzaminów zdana na pozytywnie (prócz jednego, gdyż profesurka spaźnia się z ocenami) więc powinno być więcej czasu na obserwacje i przemyślenia.
Nie zwracajcie mi proszę uwagi na słowa typu spaźnia, trza czy jakiś rażący błONd ortograficzny, gdyż robię to celowo i z preMENDYtacją. Raczej nie spodziewajcie się wulgaryzmów. Już prędzej cenzurę sobie narzucę.
Ach muszę jeszcze dodać, że jestem hipokrytą pełną gębą i (zazwyczaj) minimalistą.

Pozdrawiam!